Tusz, o którym zawsze marzyłyście! Recenzja maskary Lashcode

Dziewczyny, czy Wy też zdzieracie zelówki krążąc od drogerii do drogerii w poszukiwaniu idealnego, najlepszego, najwspanialszego tuszu do rzęs? Czy dla Was – podobnie jak dla mnie – jest on najważniejszym produktem w kosmetyczce?

Nie cierpię sztucznych rzęs – mam wrażenie, że kobiety z doklejanymi silikonami wyglądają jak drag queen – oczywiście bez urazy dla tych ostatnich, ale po prostu do dziennego makijażu sztuczne rzęsy pasują jak pieść do nosa.

Dlatego tusz do rzęs jest dla mnie bardzo ważny – bywało, że maskara psuła mi cały makijaż, pstrząc się zakrzepłymi „kluchami” na końcach rzęs, albo całkowicie je sklejając. A ja nadal marzyłam o romantycznym, zniewalający wachlarzu gęstych, długich i precyzyjnie rozdzielonych rzęs.

Często zdarzało mi się myśleć, że już znalazłam taki tusz, ponieważ malował świetnie, ale po kilku godzinach okazało się, że albo się osypuje jak „przeterminowana” świąteczna choinka, albo po prostu podrażnia powiekę. Ciągłe swędzenie oka i pocieranie rzęs skutkowało efektem pandy i sińcami – zupełnie jakbym nie spała kilka nocy.

Zaczynałam już tracić nadzieję. Czy tak ciężko znaleźć tusz do rzęs, na którym mogę bezwzględnie polegać, wyglądać pięknie i czuć się pewnie w każdej sytuacji, nie myśląc rozpaczliwie, czy być może się rozmazałam lub tusz się osypał? Przecież tych produktów są całe setki, więc jak to możliwe, może coś jest nie tak z moimi rzęsami? Wtedy w moje dłonie tusz Lashcode. 

Tusz do rzęs Lashcode – gdzie kupić?

Znalazłam go – jak to często bywa – bardziej z przypadku, niż ze świadomego wyboru (po prostu trafiłam na recenzję blogerki, którą lubię i cenię za profesjonalizm). Nawet nie musiałam wychodzić z domu: tusz do rzęs Lashcode zamówiłam na stronie produktu (http://lashcode.pl/), która jest bardzo ciekawa i intuicyjna. Zamówienie trwało chwilę, a przy okazji dowiedziałam się CO tak naprawę kupuję, jak działa Lashcode, co zawiera i jak maluje spiralka. Wszystko dokładnie wyjaśnione i unaocznione. Bardzo mnie ujął ten tusz, ponieważ… Lashcode to coś więcej niż „tylko” maskara. Ale po kolei.

Oto moja recenzja maskary Lashcode. Pewnie większość z Was już ją zna lub o niej słyszało, ponieważ jest on bardzo zachwalany przez blogerki i makijażystów; Lashcode zbiera bardzo dobre opinie w sieci. Co w nim takiego cudownego?

Jak wygląda tusz do rzęs Lashcode?

Lashcode wygląda… po prostu ładnie. Naprawdę zastanawiałam się, jak go opisać, by wyrazić mój zachwyt, ale myślę, ze gdy wejdziecie na stronę LC i spojrzycie na produkt – zrozumiecie, o czym mówię. To bardzo estetycznie wydany, kobieco i pięknie wyglądający tusz do rzęs, design jest nietypowy, a jednocześnie bardzo stonowany i na poziomie. Nowoczesny a zarazem elegancki, nietuzinkowy, a jednocześnie klasyczny. Podoba mi się ten miks.

Najważniejszy jest jednak wygląd szczoteczki. to jedna z fajniejszych spiralek, jakie widziałam. Jest po prostu idealnych rozmiarów, ma precyzyjnie rozmieszczone, silikonowe włoski, które nie są sztywne i nie szarpią rzęs – podczas makijażu idealnie pracują na całej linii oka i dozują odpowiednia ilość maskary – czyli taką, żeby je pięknie rozczesać, wystylizować i rozdzielić, wydłużając i multiplikując małe włoski (nazywa się to efektem miliona rzęs, ponieważ spiralka wyciąga ku górze każdą, nawet najmniejszą rzęsę i zagęszcza woski na całej linii). Cudo!

Szczoteczką da się precyzyjnie pomalować i nie ubrudzicie ani górnej, ani dolnej powieki. Łatwo chwyta rzęsy i doskonale maluje nawet te trudniejsze obszary, czyli włoski w kącikach oczu.

Tusz do rzęs Lashcode – skład, działanie na rzęsy

Kolejną świetną rzeczą w Lashcode to jego skład, który jest oczywiście podany i opisany na stronie. Tusz zawiera szereg wysokiej jakości czarnych pigmentów, w tym prestiżowy pigment mineralny, który nie tylko ładnie pokrywa włoski głęboką czernią, ale dodatkowo je pielęgnuje. Prawdziwa bombą są jednak składniki pielęgnujące i wspierające wzrost rzęs (!). Lashcode maluje i odżywia włoski, ponieważ zawiera:

  • wyciąg z kiełków soi – stymuluje wzrost rzęs, hamuje ich starzenie i niszczenie, wzmacnia połysk rzęs
  • ekstrakt z kiełków pszenicy – silnie regenerują i odżywiają włoski
  • bajkalinę – czyli wyciąg z korzenia tarczycy bajkalskiej – bogactwo dających młodość flawonoidów
  • panthenol – prowitamina B5 – znana i nieoceniona w pielęgnacji włosków, nawilża, nabłyszcza i dodaje elastyczności
  • witaminę E – witamina młodości, której brak poważnie odbija się na zdrowiu rzęs
  • argininę – aminokwas, który wspiera działanie wszystkich składników odżywczych, przyczynia się do wzrostu rzęs i hamuje ich przedwczesne wypadanie.

Jaki efekt zyskacie dzięki Lashcode?

Jak wyglądają moje rzęsy pomalowane maskarą Lashcode? To chyba kluczowa rzecz, decydująca o zakupie. Muszę przyznać, że po pierwsze: włoski są naprawdę czarne, precyzyjnie wystylizowane, rozpostarte w piękny wachlarz i zwielokrotnione, dzięki doskonałemu kryciu i ergonomii szczoteczki w Lashcode.

Po drugie – maskara doskonale wydłuża je i pogrubia – bez grudek i bez sklejania. Nawet trzecia nałożona warstwa – choć daje bardzo odważny look, nie pozostawia tzw. pajęczych nóżek, a makijaż nadal wygląda bardzo schludnie i profesjonalnie.

Kolejna rzecz, o której muszę wspomnieć, ponieważ jest bardzo istotna (przynajmniej dla mnie) to możliwość stopniowania intensywności makijażu. Pierwsza warstwa nadaje się na makijaż dzienny, jest piękna, subtelna i bardzo precyzyjna. Druga nadaje nieco bardziej wyrazisty wygląd rzęs, pasuje się na randkę lub spotkanie po pracy, zaś trzecia to zjawiskowy, odważny, wieczorowy makijaż, który nie osypuje się i nie zawiedzie przez całą noc. Jeden tusz i kilka efektów? Kochane, całkowicie to kupuję!

Tusz do rzęs Lashcode – moja opinia

Czas na podsumowanie. Moja ocena Lashcode pokrywa się z setkami pozytywnych opinii, jakie zbiera w sieci ten tusz do rzęs. Jest po prostu ujmująco doskonały, spiralka jest genialna w swej prostocie i nie wiem, dlaczego dotąd nikt nie wpadł, że eliptyczny kształt o zwężonych końcach – dobrze wyprofilowany i urozmaicony o odpowiedniej giętkości i gęstości włoski – to kształt, który pasuje do każdego oka i każdej rzęsy.

Makijaż jest bardzo wygodny, szczoteczka nie brudzi, tusz się nie rozmazuje ani nie osypuje, dobrze się nim pracuje podczas makijażu. Nie jest wodoodporny, więc na basen z nim nie pójdziecie, ale tusz do rzęs Lashcode w moim przypadku poradził sobie na deszczu, nie spłynął smugami z oka.

Rzęsy po dwóch miesiącach stosowania tuszu Lashcode stały się mocniejsze, nie wypadają mi już tak często podczas demakijażu, a efekt długich i pięknie rozdzielonych włosków po prostu pokochałam maksymalnie. Warto było go kupić, warto było czekać na taki doskonały produkt. Według mnie jest to najlepszy tusz do rzęs. Z pewnością trafi do moich ulubieńców roku.

Czy znacie tusz do rzęs Lashcode? Koniecznie napiszcie, co o nim sądzicie 🙂 Miłego dnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *